Fundacja Labrador 

Widzisz posty znalezione dla frazy: Fundacja Labrador





Temat: Fundacja związana z pomocą dla Labradorów
Miło mi poinformować wszystkich że ruszyła strona internetowa Fundacji Pomocy Labradorom "Prima"

www.fundacjaprima.pl

Zapraszamy wszystkich do współpracy.





Temat: Fundacja na pomoc labradorom

Mam pytanie...jeśli pisze do mnie osoba na gadu, że chciałaby Labradora to kierować ją na forum fundacji? porozmawiać, zebrać informacje o psie, ustalić z kim się kontaktować i działać





Temat: Psy pracujące w Tesco
Małe, sprostowanie
W akcję oprócz Fundacji Alteri zaangażowane są jeszcze dwie inne:
- Fundacja Pomocna Łapa,
- Fundacja na Rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies-Przewodnik.
To fajnie, bo czym wiecej organizacji tym większa szansa na powodzenie takich przesięwzięć



Temat: Fundacja Pomocy Goldenom Aurea
Witam serdecznie wszystkie labki i nie tylko
Chciałabym podnieść ten watek ... goldeny czyli długowłose labradory ( jak to często słyszę ) prosżą o pomoc - zagłosujcie na Krak-vecie na fundacje AUREA.



Temat: Mamy labladorka. Joy - piesek Moniki.
a ja się pochwale nowym członkiem rodziny labradorem "Red" http://www.sekretgai.pl/?czlonkowie-fundacji,31
http://www.algrom.strona.pl/index/index1.htm



Temat: LABRADOR był W SCHRONISKU

na szczęście znalazł się już dla niego właściciel

Na szczęście!

Ale o fundacji "LABRADORY W POTRZEBIE" i tak wartoby pomyśleć.
Mało ich jest?



Temat: 1%
A my, tzn w zasadzie moi rodzice na fundacje "Labrador pies przewodnik"



Temat: Czarna labcia w dobre ręce!!!
Fundacja AZYL pilnie szuka domu dla cudnej suni w typie labradora. Jest baaaardzo grzeczna, nadaje się dla starszych państwa, bo jest zupełnie niekłopotliwa.
Tel. 669 70 50 10





Temat: pies przyjaciel dla dziecka- chorego
amelia8, nie każdy labrador będzie się nadawał do rehabilitacji twojego maleństwa, dowiadywałaś się o fundacje, które zajmują się rehabilitacją, będące w twojej okolicy?

Napewno inni forumowicze Ci podpowiedzą jakieś rozwiązanie.



Temat: 13 miesięczny Labek z warszawy
wiem..ale póki co czekam na odpowiedź w sprawie tego labradora z Tarnobrzega.Zobaczymy jak to się rozwinie-pani z fundacji miała do mnie zadzwonić jak skontaktuje się z właścicielką-ale póki co tel milczy.. spróbuję tam zadzwonić jutro i czegoś się dowiedzieć..



Temat: Przekazywanie darów ZMIANA ADRESU!!
Dzień Dobry.
Jutro z rana prześlę pocztą do fundacji dwie obroże skórzane jak nowe i szelki. Mój labrador bardzo szybko z nich "wyrósł". Dla boksiów napewno będą dobre.



Temat: Użytkownicy się przedstawiają
Witam wszystkich Na forum trafiłam przez chęć niesienia pomocy innym psiakom. Razem z mężem adoptowaliśmy Goldenkę z fundacji aurea. Wiem że to nie labrador ale chciałabym również pomagać labradorkom w potrzebie.



Temat: Stan konta dla labków w potrzebie
organizacja na rzecz labradorkow jak najbardziej wskazana,chetnie bym w niej pomagala,ostatnio bylam na malej akciji fundacji-boksery w potrzebie- i tez chcialabym zeby byly robione podobne spotkania i zbiorki datków na potrzebujace labradory



Temat: Kalendarze cegielki - fundacja na rzecz osob niewidomych
Moze ktos z Was bedzie zainteresowany zakupem kalendarza i przy okazji wsparciem akcji, zdjecia umieszczone na kalendarzu mozna zobaczyc przy formularzu zamowienia. W Szczecinie i Lodzi jest mozliwy odbior osobisty znacznie obnizajacy koszt zakupu.


Labrador retriever 2007 to czwarta edycja kalendarza-cegiełki wydawanego przez Fundację na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik z siedzibą w Poznaniu.
Ponieważ Kalendarz będzie wizytówką Fundacji na Międzynarodowym Seminarium Szkół Psów Przewodników w Nowym Jorku, (INTERNATIONAL GUIDE DOG FEDERATION-Seminar 2006), a także ze względu na czekające Polskę - szczególnie Poznań wielkie wydarzenie kynologiczne - Światową Wystawę Psów Rasowych (Word Dog Show 2006), bieżąca edycja zawiera dwujęzyczne, polsko/angielskie kalendarium.
W części poświęconej Fundacji oprócz zdjęć wolontariuszy, instruktorów, wyszkolonych psów przewodników oraz ich opiekunów znalazły się również fotografie osób, bez których działalność Fundacji byłaby niemożliwa, podobnie jak wydanie tego kalendarza.
Szczególne podziękowanie Zarząd Fundacji pragnie skierować do autorów zdjęć: Waldemara Dąbrowskiego, Wociecha Karolaka, Eweliny Marczak, Małgorzaty Osuch, Tomasza Bielińskiego, Moniki Osińskiej i Remigiusza Oprządka.
Dochód ze sprzedaży Kalendarza zostanie w całości przeznaczony na realizację celu statutowego jakim jest szkolenie i nieodpłatne przekazywanie osobom niewidomym psów przewodników rasy labrador retriever.
Podobnie jak w latach poprzednich kalendarz powstał dzieki bezinteresowności miłośników rasy, którzy przekazali Fundacji wykonane przez siebie zdjęcia.


Szczegoly i formularz zamowienia: tutaj

Strona www fundacji: tutaj
Wiecej mozliwosci wsparcia fundacji: tutaj



Temat: Ja bym się nie zgłosiłą.
"Rodzina zastępcza dla labradora

Aż 30 rodzin chce wychowywać labradory, które zostaną przewodnikami niewidomych. Chętnych jest mnóstwo, choć taki pies to dużo obowiązków i pewne rozstanie po dwóch latach.

Dwa czarne labradory mają po kilka tygodni. Niedługo przyjadą ze Słowacji i trafią do polskich rodzin - dwóch spośród 30, które zgłosiły się na apel poznańskiej Fundacji na rzecz Osób Niewidomych. Chętnych do psiej "adopcji" fundacja szukała przez ogłoszenia w prasie i w internecie. Kto z chętnych zostanie ostatecznie wybrany? O tym zadecydują wizyty pracowników fundacji. Sprawdzą, w jakich warunkach będą żyły labradory, czy opiekunowie będą umieli odpowiedzialnie zająć się psami, a po dwóch latach rozstać się z ulubieńcami.

Rodzina, w której przez dwa lata będzie przebywał pies, ma mu zapewnić dach nad głową, uczucie i podstawowe szkolenie. - Najlepszym miejscem na dzieciństwo dla przyszłego psa-przewodnika jest miasto i mieszkanie w bloku, bo w takich warunkach najprawdopodobniej będzie później pracował. Musi nauczyć się czystości, przyzwyczaić do miejskich hałasów, tłumów na ulicach i podróżowania komunikacją publiczną. W "adopcyjnej" rodzinie nie powinno być małych dzieci i innych psów - tłumaczy Danuta Grzybkowska, prezes fundacji.

Fundacja dostarcza "rodzinie zastępczej" karmę (ok. 200 zł miesięcznie) i opłaca weterynarza. Jej instruktorzy będą też uczyć psa skomplikowanych zadań przewodnika niewidomych: podawania przedmiotów, bezpiecznego prowadzenia po chodniku, omijania przeszkód, oceniania niebezpieczeństw. Na koniec labrador zdaje egzamin i wędruje do domu ostatecznego właściciela - niewidomego.

To już kolejna akcja adopcyjna poznańskiej Fundacji na rzecz Osób Niewidomych. Przez dwa i pół roku wyszkoliła 16 labradorów, które teraz są pomocnikami i towarzyszami ociemniałych, głównie w Poznaniu, Łodzi i Szczecinie. Pieniądze na to uzbierała m.in. ze sprzedaży kalendarzy i cegiełek, a także z darowizn podatników."
Ja bym nie potrafiła ich przyjąć, ponieważ zbyt mocno bym się przywiązała i kochała by je potem oddać. A Wy? Ale tak czy inaczej cieszę się, że są tacy ludzie.




Temat: psiaki psiaki psiaki :)
Moje hobby to psiaki jak widać w temacie

Mimo, że aktualnie nie mam wlasnego (może przez to, że rzadko jestem w domu i nie mogłabym psiakowi poswięcić dużo czasu), ale od ponad roku jestem w Fundacji zajmującej się dogoterapią, bardzo mnie to wciągnęlo, bo od wczesnego dzieciństwa mialam słabość do zwierząt jakichkolwiek.
W fundacji mamy alaskany, husky, labradory oraz goldenkę.

W fundacji ostatnio zaczęło się niefajnie dziać, wyszly niektore sprawy na wierzch i zastanawiamy się (ja i jeszcze 3ka znajomych) nad dalszą egzystencją w tej ekipie.

Jedna kumpela z naszej 4osobowej grupy ukończyła kurs posłuszeństwa dla psów (I stopień), ma zamiar pójść na drugi, a z czasem na trzeci, ostatni stopień. Mnie też to wkreciło, myslimy, żeby może założyć coś własnego za jakiś czas (to bedzie zależało od ukończenia minimum II stopnia). Bardzo nas interesuje szkolenie psów nie tylko na posłuszenstwo, choć wiadomo, że to nieraz jest podstawa, zeby mozna było przejść dalej, bo nalezy ustalic hierarchię w stadzie, ale także zdobyc potrzebną wiedzę do szkolenia psów dla osób niepełnosprawnych, np z epilepcją...
Tez chce bardzo podejść do tych kursów, ale najpierw muszę na nie zarobić, bo nie są one tanie, a dają bardzo dużo.

A dwa dni temu do własnie tej znajomej (Karinie) przybłąkał się czarny labrador bardzo podobny do ktorego Ona ma w tej chwili. Wczoraj spędzilismy raz cały dzień na poznawaniu tego psiaka. Podejrzewamy , ze ma około 2-3 lat, jest rodowodowy, bo ma tatuaż w lewym uchu, jest ładodny i spokojny. Do dwóch kotów tej znajomej podchodzi bardziej z zaciekawieniem niz wrogością, nie wykazuje żadnych sygnałów agresji. Jest cudowny. Z Kofii (labką Kariny) bardzo fajnie się bawi, a kiedy oba się zmęczą zasypiają koło siebie. Nie wiemy jak się wabi, próbowalismy wszystkiego, zaczął reagować na "bąbel" i "siusiak" przy tym tak smiesznie przechyla głowę Świetna psina.
Szukamy własciciela, ale tak w głębi mamy nadzieje, że on sie nie odnajdzie szkoda byloby nam go po tym wszystkim tak po prostu oddać... Może nawet ja mogłabym go przygarnąć
Bedę miala niedługo jego fotki to wam pokażę.




Temat: Pierwszy polski pies w Europarlamencie
Pies-asystent został w Krakowie uroczyście przekazany niepełnosprawnej Izie Odrobińskiej, działającej w Europejskim Parlamencie Osób Niepełnosprawnych w Brukseli. Iza porusza się na wózku. Labrador o imieniu Luna pomaga jej w prostych, ale ważnych czynnościach - podnosi upuszczone przedmioty, przytrzymuje drzwi. To pierwszy w Polsce pies, który ma dostęp do Parlamentu Europejskiego.

Luna dostała identyfikator, dzięki któremu może razem ze swoją panią poruszać się po Parlamencie Europejskim.

Nie wyobrażam sobie w tej chwili życia bez psa. Luna jest ze mną 24 godziny na dobę, wtedy, kiedy jestem zdrowa i kiedy choruję. Podaje mi przedmioty, które są poza moim zasięgiem, otwiera i zamyka drzwi, pomaga mi czasem wstać - powiedziała Iza Odrobińska. Ale nie jest tak, że mam automat do podawania. To stworzenie, które daje mi poczucie bliskości i akceptację - podkreśliła.

Izę do posiadania nowego psa, po śmierci poprzedniego jej pupila - kundla, namówili przyjaciele z Internetu. Problemem, na jaki napotykają pani Iza i Luna, jest fakt, że w Polsce psy do wielu miejsc i instytucji, np. muzeów, nie są wpuszczane.

Psich asystentów szkoli działająca w Krakowie od czerwca 2005 roku Fundacja Alteri. Wcześniej zajmowało się tym istniejące od 2002 r. Stowarzyszenie Terapii Wspomagającej Alteri.

Te psy nie są w żaden sposób zmuszane do pracy, zawsze mogą odmówić. Ich rozwój jest podczas szkolenia po prostu ukierunkowany. Pomoc osobom niepełnosprawnym nie jest dla tych psów obciążeniem - zapewnił prezes Fundacji Alteri Paweł Życiński.

Do tresury wybierane są głównie psy retriever. Sześciotygodniowe szczenięta są poddawane wnikliwej obserwacji w domu instruktora. Muszą to być psy lubiące ludzi i inne zwierzęta, przewidywalne w swoich reakcjach. Potem młody pies trafia do rodziny, w której uczy się wykonywania podstawowych komend, a po tym etapie zaczyna się szkolenie przygotowujące go do pracy z niepełnosprawnym.

Psy - asystenci, tacy jak Luna, mogą np. przynieść dzwoniący telefon, otworzyć lub zamknąć szafki szuflady, podnieść upuszczone klucze.

Pies asystujący jest przekazywany osobie niepełnosprawnej bezpłatnie, choć na początku Fundacja Alteri pobiera 600 zł kaucji, która jest zwracana, jeśli po upływie pół roku pies zaadaptuje się w domu swojego nowego opiekuna. Po 10-12 latach psy takie przechodzą na emeryturę - mogą pozostać z osobą, której pomagały, lub wrócić do ośrodka Fundacji Alteri. (mila)

Żródło: PAP/WP

Iza Odrobińska z Luną
Żródło: http://alteri.ipon.pl



Temat: Dzieci czytały psom
Dzieci czytały psom

To była pierwsza taka lekcja w Polsce. W poniedziałek w jednej z łódzkich szkół podstawowych dzieci czytały książkę... psom.

Dzięki zwierzakom dzieci szybciej, łatwiej i chętniej się uczą, informuje "Express Ilustrowany".

W lekcji wzięło udział siedmioro pierwszoklasistów, dwa alaskany malamuty (trzyipółroczna Birma oraz szesnastomiesięczny Adiano) i dwa labradory (półroczny Kofi i 14-miesięczna Buni).

Najpierw była wspólna zabawa, a potem przyszedł czas na czytanie psom bajki o pieskach. Wtedy nawet dzieci, które zazwyczaj trudno zmusić w czasie lekcji do zabrania głosu, zgłosiły się do głośnego czytania.

Oliwia, która książeczkę wzięła jako pierwsza, wolno składała sylaby. W tym czasie Adiano kładł łeb na kartach książki, jakby sprawdzał, czy dziewczynka dobrze czyta - relacjonuje gazeta.

"W zajęciach biorą udział dzieci, które mają problemy z czytaniem i są zamknięte w sobie" - mówi prowadząca terapię Anna Felicka- Dzionek. "Dzięki takim lekcjom z psami dzieci rozluźniają się i łatwiej nawiązują kontakty. Mówią więcej, chętniej i poznają nowe słownictwo. Już na pierwszych zajęciach widać, że to działa" - dodaje.

Bibliodogoterapia, czyli nauka czytania poprzez zajęcia z psem, jest praktykowana w szkołach w USA. W Polsce to nowość. Dlaczego akurat psom przypadła tak ważna rola? "Psy nie oceniają, dają za to dziecku poczucie bezpieczeństwa" - tłumaczy Joanna Pągowska z Fundacji Naturalnej Przyjaźni Psie Serce, która jako jedyna w Polsce organizuje tego typu zajęcia.

"Puchate alaskany wzbudzają zaufanie dzieci, lubią się przytulać, a labradory pełnią rolą ich asystentów - wyjaśnia rozmówczyni "Expressu Ilustrowanego".

(PAP)
28.03.2006
________________
www.interia.pl



Temat: Warsztaty, konkursy i inne...
Na stronie http://www.canac.pl znalazłam co następuje:
Centrum Edukacji Kynologicznej serdecznie zaprasza Hodowców oraz świadomych Opiekunów psów na seminarium o tematyce kynologiczno–weterynaryjnej w zakresie odpowiedzialnej hodowli i utrzymania psów
Seminarium odbędzie się w dniach 15 – 16 listopada 2008 roku w Ośrodku Wczasowo - Wypoczynkowym "DEBRZYNO" w Debrzynie k/ Kościerzyny (woj. pomorskie).
PROGRAM:
Sobota 15 listopada 2008 r.
‼Budowa i zmysły psa - funkcje przystosowawcze psiego organizmu do życia we współczesnym świecie”
- zróżnicowanie w budowie psów w zależności od ich pochodzenia.
- zdolności postrzegawcze psów.
- charakterystyka rozwoju i funkcjonowanie psich zmysłów.
‼Ontogeneza behawioru – zadania świadomego hodowcy i przewodnika”- etapy rozwoju szczenięcia
- zasadność wczesnej neurologicznej stymulacji szczeniąt w hodowli psów
- socjalizacja – złota dwunastka
- testy predyspozycji szczeniąt
Niedziela 16 listopada 2008 r.
‼Hodowla psów w aspekcie praktyki weterynaryjnej”
- zabiegi profilaktyczne w okresie szczenięcym, młodzieńczym oraz dorosłym psa,
- świadomy rozród
- profilaktyka weterynaryjna w okresie okołoporodowym
- pierwsza pomoc
‼System hamowania agresji”
- geneza systemu hamowania agresji - sygnały uspokajające
- sygnały grożące
- układ hierarchiczny – kooperatywny związek z psem (program NILF)
‼Pozytywne szkolenie psów jako element świadomego przewodnictwa”
- metody szkolenia psów w Polsce
- zasadność wykorzystania pozytywnego wzmocnienia w szkoleniu psów.
- program wczesnego szkolenia szczeniąt
Rozpoczęcie wykładów planowane jest na godzinę 09:00 w sobotę 15 listopada 2008 roku. Przewidywany termin zakończenia seminarium - godzina 18:00 w niedzielę 16 listopada 2008 roku.
Seminarium prowadzą:
Aleksandra Hałat - mgr pedagogiki specjalnej, trener Alteri, dogoterapeuta, instruktor szkolenia psów canac.
Hanna Łuczak - lekarz weterynarii z wieloletnią praktyką kliniczną, trener Alteri, hodowca psów rasy Ogar Polski, wolontariusz Fundacji Razem Łatwiej (szkolącej psy do pracy w dogoterapii).
Katarzyna Sterne-Nałęcz - mgr inż. zootechniki, behawiorysta, trener Alteri, instruktor szkolenia psów canac, trener szkolenia psów asystujących, hodowca psów rasy Labrador Retriever.
Anna Żarska - trener Alteri, hodowca psów rasy Owczarek Środkowoazjatycki, opiekun berneńczyka, wolontariusz Fundacji Razem Łatwiej (szkolącej psy do pracy w dogoterapii).
Reszta na stronie Centrum



Temat: Wyrzucony z samochodu labek ma juz nowy domek:)
Kochani, od soboty bije się z myślami, czy wypada dzielić się takimi informacjami. Jednak doszłam do wniosku, że chyba potrzeba nam wszystkim dużo pozytywnej energii...poza tym świetnie się poczułam po "rozmowie" z Murphy

W sobotę odebrałam telefon od kolezanki z fundacji dogoterapii, ze zostali powiadomieni przez dyrekcje łodzkiego schroniska o tym, ze jest u nich labrador, którego trzeba zabrać, bo oni nie chcą mu robić krzywdy i wkładać go do boksu z innymi psami.
Zaczęły sie więc goraczkowe poszukiwania domku tymczasowego dla chłopaka: obdzwoniłam wszystkich znajomych, kogo sie dało (w ostateczności sama wziełabym urlop) i jak sie okazało niezwykle pomocni okzali się Ola i Przemek z naszego forum, którzy za pomoca Straży dla Zwierząt mieli juz ten domek dla niego (Oleńko, Przemku - dziękuję).....
Pojechaliśmy pędem z moim TZ do schroniska i jak zobaczyłam cudownego, pięknego, spokojnego czarnucha, to się zakochałam Okazało się, ze psa wyrzucono przed schroniskiem z samochodu, poza tym był potwornie wychudzony, z setkami właściwie blizn po ugryzieniach, mnóstwem strupów.
Ale jak do niego podeszłam, to usiadł mi na stopie, położył główke na kolanach i drzemał....
Zabraliśmy do stamtąd i pojechaliśmy do Nigry, żeby sprawdzić jego kontakty z innymi psami - i okazało się, ze polubili się przeogromnie Nawet moja mała pudelka min. go uwielbia
Postanowiliśmy go tez przedstawic mojej kolezance, która w życiu Nigry jest od poczatku i uwielbia labradory.... i tak się to przedstawianie skończyło, ze czarnuch został z Nią!!

Moja kolezanka od poniedziałku (wzieła sobie tydzień urlopu) i siedzi z Luckim (tak dostał na imię)..... (mam nadzieję, ze się tutaj zaloguje i wstawi nam zdjęcia) )

Chłopak pomimo tego, ze żebra widac gołym okiem, że boi sie psów, które widzi z daleka, bo reaguje szczekaniem i wycofywaniem się (umówiona jest już wizyta pani treserki) , jest CUDOWNY. Jest ułożony, chodzi pięknie przy nodze, nie ciągnie, reagować na swoje nowe imię zaczął juz po 2 dniach, pięknie bawi się z Nigrą - pozwala jej na wszystko: ciąganie za uszy, fafle, podszczypywanie, deptanie po całym ciałku - a do tego jest przymilas straszny, przychodzi na głaski, mizianka...

Jednym słowem jest BOSKI!!
Całe jego ciało mówi, ze potwornie wiele przeżył, a mimo tego jest strasznie ufny w stosunku do ludzi. Chociaz ma około 1,5 roku, to widać u niego taki spokój i mądrość życiową..

Juz już... kończę, chociaz mogłabym tak bardzo długo )

Chciałam Wam opowiedzieć historię z happy endem )



Temat: Ogólnopolski Tydzień Walki z Otyłością Psów i Kotów
Wkleje tutaj tą informację, może się przyda...


Od 12 maja - Ogólnopolski Tydzień Walki z Otyłością Psów i Kotów

Epidemia otyłości, która stała się jedną z przyczyn chorób cywilizacyjnych człowieka, dotarła do świata zwierząt - twierdzą organizatorzy Ogólnopolskiego Tygodnia Walki z Otyłością Psów i Kotów, który ma się rozpocząć 12 maja.

Na konferencji prasowej w Warszawie, poprzedzającej akcję, prof. Piotr Ostaszewski, specjalista ds. żywienia zwierząt podkreślił, że otyłość psów i kotów w znacznym stopniu zasługuje na miano choroby. Wynika ona najczęściej z niepotrzebnego dokarmiania zwierząt, co jest spowodowane niewiedzą oraz chęcią tworzenia dodatkowych więzi emocjonalnych.

Na potrzeby kampanii stworzono serwis internetowy www.otylosczwierzat.pl. Są tam adresy lecznic, a także poradnia on- line, w której można zadać pytanie lekarzowi weterynarii i otrzymać kompleksową informację dotyczącą leczenia nadwagi u zwierząt.

W największych miastach Polski: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu oraz Poznaniu podczas Tygodnia pojawią się w parkach "Strażnicy psiej wagi". Dwuosobowe patrole będą informowały o akcji, wyjaśniały przyczyny otyłości zwierząt i zachęcały do systematycznej kontroli ich wagi.

Podczas czwartkowej konferencji dr weterynarii Agnieszka Kurosat wyjaśniła, że otyłość zwierząt jest spowodowana głównie przez złą dietę, brak ruchu oraz bagatelizowanie tego problemu przez właścicieli, którzy nie wiążą otyłości swych czworonogów z przypadłościami takimi jak choroby serca czy cukrzyca.

Innymi przyczynami nadwagi psów i kotów są predyspozycje rasowe (istnieją rasy szczególnie predysponowane do rozwoju otyłości - np. labradory, cocker spaniele, jamniki czy rottweilery), charakter psa czy wiek.

Patronat nad Ogólnopolskim Tygodniem Walki z Otyłością Psów i Kotów objęły Fundacja Alteri i Polskie Towarzystwo Kynoterapeutyczne.
PAP - Nauka w Polsce


Źródło



Temat: Odpowiedzialnosc (pies)


Witam Grupowiczow,
Na poczatku bardzo przepraszam za brak polskich liter - to nie ja tylko
klawiatura:(

No i mam pytanie do Was:
Mieszkam w bloku mam psiaka za ktorego jestem odpowiedzialna w 100%.
Poniewaz dzialam w kilku fundacjach pomagajacych bezdomnym zwierzeta co
pewien czas mam do czynienia z jakims zagubionym psiakiem. Na szczescie
wiekszosc znajduje domek etc.
Jednak ok. dwoch miesiecy temu znalazlam na polach kolo bloku psa. Jest on
duzy czarny (cos a'la max labrador) i moze budzic respekt. W
rzeczywistosci
jest lagodny i obojetny w stosunku do ludzi i innych zwierzat. Pies zostal
przeze mnie zaszczepiony, odrobaczony etc... Poniewaz mam male mieszkanko
oddalam go do znajomej "na przechowanie". Pies uciekl do mnie. Pozniej
oddalam go do schroniska ... pies znowu uciekl. Sytuacja teraz przedstawia
sie bardzo smiesznie: pies przychodzi pod dzwi (moj od razu reaguje) wpada
do domu, zjada jedzonko, pije wode i .... idzie spac. Pozniej sobie
wychodzi
i nie ma go np. przez kilka dni. No i teraz pytanko:  dalabym mu
"wizytownik" z informacja ze byl szczepiony i kontakt do mnie (tak w razie
czego) jednak.... powiedzcie mi czy ja jestem prawna jego opiekunka, czy
odpowiadam za jego czyny podczas jego kilkudniowych wypadow?
Powiem szczerze ze nie czuje sie jego wlascicielka, pomagam mu - jak
kazdemu
innemu zwierzeciu. Probowalam znalezc mu jakies miejsce jednak z kazdego
ucieka do mnie. A ode mnie gdzies robi wypady na kilka dni. Co jednak
bedzie
jak kogos pogryzie??


Przykra sytuacja, obawiam się że do psa będzie się stosował przepis o
rzeczach ruchomych (jakkolwiek fatalnie by to nie brzmiało) a własność
takich rzeczy porzuconych z zamiarem wyzbycia się własności nabywa się
poprzez objęcie w posiadanie. IMO widomą oznaką takiego objęcia byłoby
wyposażenie pieska w wizytownik, zaś konsekwencją odpowiedzialność za ew.
szkody które wyrządziłby piesek. Kodeks cywilny mówi o odpowiedzilaności
tego "kto zwierze chowa albo się nim posługuje" a więc niekoniecznie nawet
właściciela.
Szkoda, że nie możesz przygarnąć go na stałe. W końcu nawet wizytownik nie
uchroni go przed wypadkiem albo złymi ludźmi w czasie tych jego wypadów.
Pozdrawiam





Temat: dramat - pilne pies ze stacji benzynowej
Wiecie co, brak slow normalnie!
Jestem ostatnio bardzo zdegustowana tym jacy ludzie sa pop......
Kilka dni temu- podobny przypadek, zadzwonila do mnie kolezanka z pytaniem czy znam kogos kto chce okolo 4-6 miesieczne szczenie w typie ON-a. Do jej znajomej podeszla, tez na stacji, kobieta z psem na smyczy i zapytala czy moze jej go przytrzymac bo chciala skorzystac z toalety....... Czekala trzy godziny, a ona juz nie wrocila.....
W sobote bylam w klinice weterynaryjnej w miejscowosci pod Poznaniem. Klinika miesci sie na terenie schroniska dla zwierzat. Gdy juz mielismy sie wszyscy zbierac i drzwi zamykac, przyjechala para mlodych ludzi chcaca oddac okolo dwuletniego labradora. Powod- gonil kure!!!!!! Jest w zwiazku z tym niegrzeczny, a oni nie chca niegrzecznego psa. Sama zabralam go do boksu nie czekajac na nic, uratowalo to ich przed sorrry: przywaleniem w morde! Rece opadaja!!!! A na wystawie rotkow wczoraj w pile, trafilam na "hodowce" znanego Kwapom z alegro, ktory puszcza szczenieta bez papierow. Sam fakt spotkania go nie byl niczym szczegolnym, ale wystarczylo spojrzec na suke ktora mial ze soba. Dawno nie widzialam tak zrezygnowanego psa z takim smutkiem i bolem w oczach, MASAKRA!!!! Na ruch reki suka sie doslownie kulila..... Ja ja poglaskalam- zwierzatko bylo tak zdumione, jakby nigdy tego nie doswiadczyla. Ryczec mi sie chcialo i chce.
Tyle sie mowi o prawach czlowieka w naszym kraju o pomocy etc, a jak mozna sie kreowac na wielkiego milosnika dobra, skoro zwierzeta traktuje sie juz zupelnie innaczej - w kategorii przedmiotu? No jak?
Na szczescie spotkal mnie inny mily akcent - wczoraj byl tam pan z rodzina, ktory mial rotka 16 lat i do dzis nie moze pogodzic sie z jego strata. Poinformowalam go o fundacji, moze cos z tego wyniknie, jak nie dzis to w przyszlosci......Fantastyczny czlowiek, szkoda, ze sa takie dysproporcje. Wg mnie 95% posiadaczy psow powinno miec jedynie....pluszowe, ale takie zeby nie mozna bylo im oderwac oczka....
Rodzio, trzymam kciuki, zebys znalazl kochajacy domek!



Temat: pies przyjaciel dla dziecka- chorego
ale o co tu chodzi?
amelia8, tu wszyscy chcą dla Was jak najlepiej stąd masa szczerych słów o labach i psach labopodobnych. Dlaczego nie pytasz, nie czerpiesz informacji z doświadczenia innych, nie drążysz żeby mieć pewność, że robisz dobrze i nie narażasz rodziny na niepotrzebny stres i kłopoty? Tylko atakujesz ludzi którzy szczerze Ci radzą i dzielą się swoimi własnymi doświadczeniami.

Ja tego nie rozumiem

Jako posiadaczka pięknego, kochanego psa, który narodził się nie z rasowych labradorów powiem Ci że wszystko co mówią inni to szczera prawda.
Zdecydowałam się przygarnąć swojego psa nie mając nawet 10% wiedzy jaką masz Ty po przeczytaniu powyższych postów. Ja nie zmieniłabym swojej decyzji za nic w świecie, chociaż konsekwencją mojej decyzji jest:
- mega lękliwy pies, atakujący rowerzystów i ludzi biegających (w tym dzieci)
- 3 behawiorystów psich, którzy odmówili leczenia FUksa twierdząc że nie mogą dla niego więcej zrobić - nie podliczę nawet kosztów jakie poniosłam na szkolenia i terapie
- wykryte 3 genetyczne wady serca u FUksa, których leczenie wynosi mnie 300 zl miesięcznie na same lekarstwa, które będzie brał dożywotnio
- żywność i koszty weterynarza również ok 300 zł miesięcznie

Ja jestem w stanie ponieść te koszty. Ale czy Wy sobie poradzicie?

Druga kwestia. Mój pies nie nadaje się pod żadnym pozorrem na psa do terapii czy wspomagania leczenia dziecka. Neiprzewidywalność jego zachowania spowodowana lękiem mogłaby tylko dziecku zaszkodzić.
Jaką masz pewność że piesek z pseudohowli będzie nadawał się do pracy z córeczką? Nie poznasz tego podczass jednego spotkania, ba nie będziesz tego wiedziała przez długie miesiące szczenięce.

Zastanów się proszę. Ja wiem że chodzi o dzieci i ich pragnienie posiadania pieska. Dlatego może warto spróbować porozmawiać z jakąs fundacją zajmującą się szkoleniem takich zwierząt.



Temat: Strach przed hukiem petard itp.
Do tej pory myślałem, że mam psy dość odporne na huki fajerwerków. Wiele się zmieniło, gdy pojechaliśmy z Arią na sylwestra do pewnej fundacji, gdzie na Nowy Rok urządzono prawdziwą kanonadę, dzięki czemu Aria w panice uciekła w najdalszy kąt strychu i zaszyła się tam na długi czas. Od tego czasu pogarsza się jej reakcja na strzały, zwłaszcza te trwające dłużej. W tym roku oprócz Arii była jeszcze Irda i labrador Lulus. Irda i Zulus leżały sobie spokojnie i drzemały, a Aria omal zawału nie dostawała. Dyszała, śliniła się, popiskiwała, wykazując duże objawy stresu. Nie podawałem jej żadnych leków, bo nie byłem po prostu przygotowany na takie zjawisko. Ale udało mi się opanować jej strach bardzo skutecznie w ciągu paru minut, jednak metoda, której użyłem była na tyle mało pozytywna, że nie mogę tu o niej napisać. Posłużę się zatem przykładem wziętym z naszego ludzkiego doświadczenia.
Jesli bardzo boisz się pająków i wchodzisz właśnie do piwnicy, gdzie one są i zaczynasz się bać coraz bardziej, a ja w tym momencie szczypię Cię w d... klepię po ramieniu i opowiadam o krzywych zębach CIoci Zyty, to przestajesz się bać, bo wkurzasz się coraz bardziej na mnie. Łatwiej Ci opanować wkurzenie niż panikę. A wkurzając się przestajesz panikować.
W dodatku masz przed oczami krzywe zęby cioci Zyty, które Cię rozśmieszają.
Co więc się udało? Podstawienie jednej emocji (strachu) inną (złością), która jest dla konkretnego psa łatwiejsza do kontrolowania, bo lepiej "przećwiczona", oraz nagrodzenie samokontroli atrakcyjnym wzmocnieniem.
Znam swoją Arię bardzo dobrze i wiem, że nie przejdzie ona w atak, nawet gdy będzie na mnie "wkurzona". Zapewne inny pies mógłby zareagować zupełnie inaczej i Nowy Rok witałbym w szpitalu na chirurgii. Dlatego nie piszę, że jest to NAJLEPSZA METODA, ale dzielę się tym, co w moim przypadku zadziałało i to skutecznie.
Aha, przez resztę kanonady Aria była spokojna i leżała sobie normalnie bez dyszenia na moich stopach. Natomiast wczoraj, gdy znowu jakieś małolaty zaczęły odpalać petardy - znowu wykazała zdenerwowanie. Na szczęście kanonada trwała niedługo, więc nie zdążyła się nią bardzo zestresować.



Temat: Poruszająca historia mix labka- przeczytaj!!!!!
Bezdrożami bezdomności wiódł go Księżyc, jedyny przyjaciel. Nikłym blaskiem, przewodnik zbłąkanych psich dusz, wyznaczał mu kierunek poszukiwań lepszego jutra. Pascha, mix pięknego 2 letniego labradora, z wdzięcznością przyjmował pomoc ziemskiego satelity. Sam przecież krążył po peryferiach normalności. Nie miał nic poza wolą przetrwania, gasnącą nadzieję i...bólem zatajonych przed światem wspomnień. Podążając swą drogą, pozostawiał ślady łez goryczy, krople krwawych rozczarowań i smutek znaków zapytania. Kamienie, po których stąpał raniły jego łapy ale...nie czuł bólu fizycznego. Ból samotności przewyższał wszystko. Ludzie, a ku nim zwracał swój pyszczek w oczekiwaniu choćby nikłego przejawu litości, przeganiali go z miejsca na miejsce. Głodny ucztował więc posilając się śmietnikowymi odpadkami, gasił pragnienie pucharami kałuż. Pewnego dnia jakaś dobra dusza ulitowała się nad wędrowcem. Za jej to sprawą po raz pierwszy Pascha miał okazję wyspać się i napełnić brzuszek. Niestety, nie mógł zostać u swego doborczyńcy. Ostatecznie, koleje losu rzuciły biedaka w objęcia fundacji Emir, a ta otoczyła go, na ile władna była, swoimi skrzydłami. Daleko jednak psiakowi do rozkwitu szczęściem. Ma pełną miskę, dach budy nad głową ale i wolność...ograniczoną rozmiarami boksu. Ma również towarzystwo innych czterołapków, dla których, o zgrozo, stał się celem agresji i udanych ataków. Poraniony, gasnący z dnia na dzień, z niewybrażalnym smutkiem w oczach, Pascha błaga o cud, a my wraz z nim! Ten przekochany, łagodny, zrównoważony psiak nie potrafi żyć w oderwaniu od człowieka! Całym sobą wyraża pragnienie stania u jego boku! Nie odbierajmy mu wiary, że nie czeka na próżno!

Osoby zainteresowane adopcją Paschy proszone są o kontakt z Panią Małgorzatą, pisząc na adres mailowy malgorzata.prokopowicz@canissfera.pl lub dzwoniąc na numer
0-661955880









Temat: pies asystent
Hej ludziska
Nie mam psa ale widziałem pieski z tej fundacji z krakowa w działaniu kiedyś jak byłem na jednej imprezie w zamościu. zapodaję stronę http://alteri.pl Bardzo mili ludzie. Treserka jest niezła z tego co pamiętam nawet swojego prywatnego dobermana wyszkoliła do pomocy niepełnosprawnym choć takich rqas raczej sie nie szkoli w tym celu (zazwyczaj goldeny lub labradory)

A teraz co do psów i dostępności. Nie ma żadnych prawnych przeciwskazań by pies wszedł do pubu, kawiarni itp. Sanepid się nie ma jak przyczepić, czym próbują się tłumaczyć niechętni właściciele. Jedynie ich widzimisie moze być problemem lub hasło "bo innym klientom moze się to nie spodobać."

A teraz skąd wiem.
Półtora roku temu w Poznaniu robiłem akcję z Gazetą Wyborczą pod hasłem "Tutaj jest OK" i łaziliśmy zprawdzać knajpy puby itp. czy są przystosowane dla osób niepełnosprawnych. Gdy robilismy drugą dziesiątkę ktoś wpadł na pomysł by chodził też z nami nie widomy z psem bo to tez może być problem. I tak obeszliśmy jakieś 200 knajp w Poznaniu. 60 dostało certyfikaty.

Ale wracając do tematu. Ponieważ tak się tłumaczyli właściciele tym sanepidem, dziennikarka poprosiła o wykładnię sam Sanepid. Na wręczenie przyjechał kierownik sanepidu u powiedział że problem owsze może by był jakby chodziło o kuchnię ale w częsci restauracyjnej nie ma żadnych przepisów zabraniających ani polskich ani unijnych przebywania jakiemukolwiek zwierzęciu (a nie tylko psu).

Na koniec dwie ciekawostki z mego miasta.

Jest jedna knajpa która kiedyś nazywała się "Pod psem" a teraz "Pod dzwonkiem" i właścicielka była dobrze zorientowana i nie dość że nie zabraniała to nawet zachęcała by przyjść do niej ze zwierzakiem i nawet miska dla zwierzaka się znajdowała Nie musze dodawać że właścicielka sama ma bodajże 2 psy.

A druga rzez to ciekawostka jak opinia publiczna może zmieniać otoczenie.

W słynnym w Poznaniu Starym Browarze jest cukiernia. I tam naszego niewidomego koelegę najpierw kelnerka przyjęła ale nagle przyszła kierowniczka i powiedziała ze nie wolno, że absolutnie i że klientom się nie spodoba.
Wyszliśmy.
Poszedł nieprzjemny artykuł w gazecie.
Na koniec po podsumowaniu akcji dziennikarka dostała telefon od właściciela "Czy możecie przyjść sprawdzić ponownie bo problem został rozwiązany". Nie oficjalnie dowiedzieliśmy się że owa Pani dostała "po premii".

Tak więc głowa do góry idzie lepsze




Temat: Pomóżmy Aresowi- PILNE!!!!!

W grudniu 2005 roku kupiliśmy od „handlarzy” pieska Labradora maści czarnej. Szczęście nie trwało długo, Ares’owi zaczęła dokuczać kulawizna przednich łap,
Po wielu wizytach( począwszy od piątego miesiąca życia Aresa, aż do momentu, kiedy osiągnął dorosły wiek) u,, specjalistów” zróżnicowanego doświadczenia zawodowego, zwodzeniu, zapewnianiu i wyciąganiu pieniędzy, Nasz pies trafił w dobre ręce.
Rozpoczęliśmy leczenie w,, Klinice małych zwierząt” w Warszawie, u znakomitego fachowca, doktora i chirurga z dziedziny weterynarii.
Doktor po zbadaniu Aresa oraz analizie zdjęć RTG stawów przednich i tylnich łap, definitywnie stwierdził, iż konieczna i niezwłoczna jest operacja obu, przednich stawów łokciowych metoda artroskopii.
Koszt operacji na lepsze jutro Naszego psa wynosi 2 500,00 zł + 500,00 zł postępowanie okołooperacyjne.
Łączny koszt to 3 000,00 zł
Ares jest młodym psem i bezwzględnie potrzebuje zabiegu operacyjnego, który spowoduje zahamowanie negatywnych zmian wewnątrz stawu, zwolnienie tempa ich rozwoju i pozwoli na rozpoczęcie procesu regeneracji w stawie, przynosząc poprawę funkcjonowania.
Jeśli Ares w najbliższym czasie nie zostanie zoperowany to niestety, ale przestanie chodzić.
Nie jesteśmy w stanie zebrać tak dużej kwoty na operację oraz rehabilitację psa. Dlatego też, zwracamy się do Was o pomoc, by Ares odzyskał aktywność i wigor, a w przyszłości, byśmy nie musieli walczyć z bólem serca, które od początku było pełne radości, gdy okaże się, że będzie za późno.
Nawet 10 zł pomoże w uratowaniu Aresa!
Proszę o wpłacanie środków pieniężnych na nr konta użyczonego przez Fundację ,, Emir" w Banku Śląskim:
W polu tytułem wpłaty proszę wpisać treść:,, dla Aresa”

80 1050 1924 1000 0023 0438 1029

Proszę pamiętać, że można przekazać 1% z rozliczenia podatkowego na w/w cel dobroczynny!

Z góry dziękujemy wszystkim ludziom wielkiego serca!
Ares i Michał
michal.w82@wp.pl

podaję również link do całego tematu:
http://www.dysplazja.com/viewtopic.php?t=376
Kochani akcja trwa już jakiś czas niestety Michałowi nie udało się zebrać nawet połowy kwoty a sytuacja robi się coraz gorsza. ARES NIE MOŻE JUŻ CZEKAĆ!!! Operacja musi zostać przeprowadzona jeszcze w lutym ponieważ stan Aresa bardzo szybko się pogarsza. Obiacałam Michałowi że umieszczę tu ten temat, mam nadzieje że znajdzie się ktoś, kto zechce pomóc.
Każda kwota się liczy. Pamiętajmy że być może kiedyś ktoś z nas będzie potrzebował takiej pomocy.
pozdrawiam serdecznie




Temat: Labradory opanują stolicę!
Labradory opanują stolicę!
I Parada Labradorów programu „Pomóżmy razem” w Warszawie

21 czerwca br. ulicami wokół Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie przejdzie
I Parada Labradorów organizowana w ramach programu „Pomóżmy razem”. Organizatorzy programu pragną w ten sposób zwrócić uwagę społeczeństwa
na zaangażowanie psów tej rasy w życie osób potrzebujących. Parada Labradorów jest także okazją, aby wspólnie z mieszkańcami Warszawy wesprzeć organizacje, które szkolą psy pomagające.

Do udziału w Paradzie Organizatorzy zapraszają wszystkich właścicieli, miłośników
i opiekunów labradorów, którzy chcieliby pomóc organizacjom, szkolącym psy do zadań specjalnych. Aby je wesprzeć wystarczy przyjść ze swoim psem pod Pałac Kultury
i Nauki, kupić pakiet startowy za 5 zł i wziąć udział w marszu ulicami Warszawy. Za 5 zł, przekazane od uczestnika Parady Labradorów, sponsor akcji, producent marki Velvet, przekaże 15 zł na cele fundacji szkolących psy pomagające.

I Parada Labradorów ruszy spod Pałacu Kultury i Nauki i przejdzie chodnikami
przy ul. Świętokrzyskiej, Marszałkowskiej, Al. Jerozolimskich i Emilii Plater, aby wrócić
na miejsce startu, gdzie na uczestników będą czekały pokazy psów asystujących i psów ratowniczych oraz konkursy i zabawy dla dzieci. Wszyscy zainteresowani pracą psów pomagających będą mogli porozmawiać z przedstawicielami fundacji. Do dyspozycji uczestników wydarzenia będzie także lekarz weterynarii, który udzieli bezpłatnych porad dotyczących zdrowia czworonogów. Imprezę poprowadzą Dorota Wellman i Marcin Prokop, a gościem specjalnym będzie zaangażowana w program „Pomóżmy razem” Katarzyna Dowbor.

Dlaczego właśnie labradory?

Parada Labradorów, to unikalna inicjatywa organizowana w ramach programu „Pomóżmy razem”. Jest to pierwsze takie przedsięwzięcie w ponad trzyletniej historii programu, który tworzą organizacje szkolące psy dla osób potrzebujących oraz marka Velvet. W tym roku działania programu skupiają się wokół roli labradorów, jako psów do zadań specjalnych.

Wesołe, przyjazne, zawsze skore do zabawy, labradory zawładnęły sercami ludzi
na całym świecie, jako idealne psy rodzinne. Jednak wielu ludzi kocha je i podziwia
z zupełnie innych powodów.

Opanowanie, wytrzymałość i posłuszeństwo tych psów sprawia że sprawdzają
się doskonale, jako przewodnicy osób niewidomych. Spokój, przyjazne nastawienie
i oddanie czyni je doskonałymi terapeutami, którzy pomagają w wieloprofilowym usprawnianiu chorych dzieci i pomagają nawiązać im kontakt ze światem. Labradory pracują także jako psy ratownicze, wszędzie tam, gdzie kończą się możliwości człowieka. Wyciągają z wody tonących, pomagają szukać turystów zasypanych pod lawinami oraz ofiar katastrof budowlanych.

Niestety, w Polsce ich rola często jest niedoceniana, a liczba czworonożnych specjalistów jest niewspółmierna do ogromu potrzeb. Właśnie dlatego tak ważne są inicjatywy uświadamiające rolę, jaką odgrywają w życiu ludzi potrzebujących wyszkolone psy. Istotne są także działania mające na celu wspieranie organizacji, które wkładają wiele pracy w to, aby psich specjalistów było jak najwięcej. Parada Labradorów w Warszawie jest pierwszą, ale mamy nadzieję, że nie ostatnią imprezą która łączy w sobie oba te aspekty, a przy okazji jest doskonałym sposobem na spędzenie niedzielnego popołudnia. – mówi Anna Stępińska z fundacji DOGIQ.

Patronat honorowy nad I Paradą Labradorów programu „Pomóżmy razem” objęła Hanna Gronkiewicz-Waltz, Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy oraz Polski Związek Kynologiczny. Patronat medialny objęli: Radio Kolor, AMS, Metro, Cafeanimal.pl, Mój Pies, Onet.pl i TVN Warszawa.

Pomóżmy razem fundacjom, które szkolą psy dla osób potrzebujących!
21 czerwca, Warszawa, PKiN od strony ul. Świętokrzyskiej,
Rejestracja uczestników od godz. 10.00
Start Parady - godzina 11.00

Szczegóły na www.paradalabradorow.pl



Temat: Fundacja Pomocy Goldenom Aurea
mam nadzieję, że nie łamię żadnego punktu regulaminu a że labradory i goldeny powinny trzymać się razem to 'podaję w świat' dostałam na maila taką oto wiadomość:

Zwracam się do Was w imieniu mojej przyjaciółki Warny Strzeleckiej i jej
Fundacji Pomocy Goldenom Aurea (http://www.aurea.org.pl/). Proszę o
pomoc, w postaci zagłosowania na Warnę i jej Fundację w internetowym
plebiscycie, który zdecyduje, czy Fundacja Aurea dostanie dofinansowanie
- niewielkie, ale dla Fundacji decydujące. Jak zagłosować o tym poniżej,
a teraz - dlaczego warto pomóc Warnie i jej Fundacji:

Aurea to skromna fundacja niosaca pomoc psom w bardzo skuteczny, ale
jeszcze rzadko spotykany w Polsce sposób. Rozni się od typowych
zwierzeco-charytatywnych instytucji w naszym kraju tym, ze zamiast
zbierac pieniadze na pomoc zwierzakom które już się znalazly w
schroniskach, Aurea stara się nie dopuscic, by psy do tych schronisk w
ogole trafily. M.in. odbiera psy od ludzi, którzy chca się ich pozbyc
(ludzie dzwonia lub pisza w internecie, ze np. musza pozbyc się psa bo
nie maja warunkow, albo pies choruje i nie stac ich na leczenie, dziecko
ma alergie itp.) i jeśli nie znajda szybko kogos chetnego, to oddadza
psa do schroniska lub zwyczajnie wyrzuca do lasu. Warna i jej
wolontariusze odbieraja takie goldeny, opiekuja się nimi w prywatnych
domach wolontariuszy - tzw. domach tymczasowych - gdzie psy, często
wczesniej zle traktowane, dochodza do siebie, sa odkarmiane, leczone
(często operowane np. na dysplazje), socjalizowane. I staraja się -
na ogol z sukcesem - znalezc tym psom prawdziwy dom już na stale. A
każdy taki prawdziwy dom jest wczesniej sprawdzony przez Fundacje,
żeby mieć pewnosc, ze pies trafi do dobrych warunkow i godnych
zaufania ludzi.

Czyli: dzieki Warnie i jej wolontariuszom jakas czesc psow ma szanse
nie trafic do schroniska, choc im to grozi. Aurea dziala wczesniej:
ratuje psy zanim znajda się w beznadziejnej sytuacji i stara się do
najgorszego nie dopuscic.

Fundacja jest mala, opiera się wylacznie na
zaangazowaniu kilkunastu wolontariuszy, nie dostaje zadnych dotacji z
gminy czy innych instytucji, ludzie angazuja swoje prywatne sily,
mieszkania i pieniadze. Sa zapalencami, ale nie stac ich bvy udzielic
pomocy tylu goldenom, ile tego potrzebuje.

Sklep KRAKVET oglosil, ze odda 5 proc. zysku tej organizacji
pomagajacej zwierzetom, która wybiora w glosowaniu internauci. Warna
ubiega się o to dofinansowanie 3 raz, niestety do tej pory zawsze
przegrywala z duzymi, popularnymi, schroniskami dla zwierzat. Tym razem
pewnie tez przegra, jeśli jej nie poprzemy.

Wizytowka dzialalnosci Warny sa szczesliwe psy, które uniknely schroniska, bo Fundacja Aurea w pore znalazla im nowy dom. Oczywiście pomoc dla schronisk jest niezbedna, ale gdyby wiecej ludzi i organizacji zdecydowalo się na taka dzialalnosc jak Warna, to do schronisk trafialoby mniej psich i kocich
nieszczesc. Mysle, ze glosujac na Warne, możemy nie tylko zapewnic pomoc
psom, ale tez poprzec okreslony typ dzialanosci.

Czasu jest niewiele: glosowanie konczy się 30 listopada.
Każdy glos się liczy, naprawde.

Jak glosowac:
1. Wejsc na strone forum sklepu KRAKVET:
http://www.krakvet.pl/forum/

2. Zarejestrowac się. Po rejestracji dostaniemy maila zwrotnego z
linkiem, w który trzeba kliknac by potwierdzic rejestracje.

3. Teraz musimy się zalogowac na stronie krakvetu (prawdopodobnie
przekieruje nas tam link z maila). To bardzo wazne: bez zalogowanie nie
można oddac glosu, formularz do glosowania jest wtedy nieczynny.

4. Na samej gorze forum wchodzimy w temat Pomoc dla Schronisk.

5. W formularzu do glosowania zaznaczamy: Fundacja Pomocy Goldenom
Aurea.

I już, gotowe.



Temat: Szymon Majewski w Chorzowskim Centrum Kultury
Szymon Majewski, finalistka programu "Mam talent", laureat "Szansy na sukces" - to tylko garść atrakcji, jakie przygotowano na koncert Fundacji "Iskierka". "Anioły szalone są" już za tydzień w Chorzowskim Centrum Kultury.

Jak zwykle na koncercie Iskierki wystąpi Dziecięca Orkiestra Onkologiczna pod batutą prof. Piotra Sutta. Skład: mali podopieczni Fundacji ze śląskich oddziałów onkologicznych oraz ich rodzice, lekarze, pielęgniarki.

Szymon Majewski pojawi się w roli widza. Został zaproszony do Rady Honorowej Fundacji. Jego współpraca z Iskierką zaczęła się od Dominiki i Joli, nastoletnich pacjentek z Chorzowa, które marzyły, żeby znaleźć się na planie programu "Szymon Majewski Show". Szołmen nie tylko ugościł dziewczyny, ale od tamtej pory co dwa tygodnie dzwoni do szpitala z pytaniem o ich zdrowie. Wystarczy jeden telefon z Iskierki i od ręki załatwia spełnienie kolejnych marzeń chorych dzieci, związanych z telewizją.

Do rady zaproszona została również Małgorzata Tkacz-Janik, znana jako aktywistka feministyczna. Od lat po cichu pomagała Iskierce, pośrednicząc w kontaktach ze światem biznesu i sztuki. Ostatnio prowadziła w planetarium aukcję na rzecz Fundacji razem z Jackiem Filusem, który w radzie jest od dawna.

Nowymi członkami rady zostaną również: Grzegorz Zmuda z Radia Katowice, który umożliwił nagranie płyty Dziecięcej Orkiestry Onkologicznej, oraz prof. Grzegorz Rubin, który w orkiestrze prowadzi chóry darczyńców Iskierki. W tym roku będzie to Chór Doradców Podatkowych. Rubin potrafi takich amatorów śpiewu przygotować do występu w ciągu jednego dnia.

W radzie zasiadają ordynatorzy, biznesmeni, a także artyści. Jest dyrygent Orkiestry Onkologicznej prof. Sutt, wirtuoz instrumentów perkusyjnych. Jest Ewa Uryga, która wystąpi również na tegorocznym koncercie. Chyba nie trzeba jej przedstawiać, należy do elity polskich wokalistek. Jej silny głos o rozległej skali znają miłośnicy jazzu, soulu, bluesa, gospel. Akademia Muzyczna w Katowicach łączy ją z kolejną uczestniczką koncertu, Ewą Lewandowską. Poznali ją widzowie TVN-u, była finalistką programu "Mam talent". Pamiętacie blond sopranistkę, która wyszła na scenę z labradorem? Można się było wtedy domyślić, że piosenkarka nie widzi. Nie rozpowiada tego, zdając na wydział wokalno-aktorski, nawet ukrywała. Nie chce być oceniana przez pryzmat choroby.

Na koncercie usłyszymy Andrzeja Lamperta z Chorzowa, dwukrotnego laureata telewizyjnej "Szansy na sukces". Zawodowy tenor z przyjaciółmi założył rockowy zespół PIN. Przebój lata 2005 "Bo to co dla mnie" i tegoroczny hit "Niekochanie" to ich piosenki. Będzie też wrocławskie trio Me Myself & I.

To wszystko już w najbliższą niedzielę w Chorzowskim Centrum Kultury za jedyne 30 zł. Cały dochód z biletów przeznaczony zostanie na leki i sprzęt medyczny ratujący życie dzieci na śląskich oddziałach onkologicznych w Chorzowie, Zabrzu i Katowicach.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice



Temat: Przepraszam
Witaj Koala,

w przeciwieństwie do przedmówców, nie uważam, że idealnymi psami dla Ciebie będą Labrador bądź Golden Retriever. A jeśli już koniecznie to tylko Golden - nie Labrador.

Obie rasy, to psy duże, waga około 30 kilo, bardzo żywotne, bardzo energiczne - nie wiem w jakim wieku są Twoje dzieci, ale obawiam się, że wagowo poniżej obu ras.
Między bajki możesz włożyć tezę, że psy te mają genetycznie zakodowaną łagodność i delikatność. Bez odpowiedniego wyszkolenia, potrafią być takimi samymi "łobuziakami" jak inne rasy" dodatkowo niestety w Polsce coraz częściej spotkać można agresywne labradory - dominujące, impulsywne. Niestety popularność tej rasy nie podziałała na korzyść dla niej.

Co do basseta - myślę, że nie jest to typowy przykład psiego terapeuty - z racji swego indywidualizmu.

Polecam Ci z całego serca zupełnie inną rasę - Cavalier King Charles Spaniel.
Piesek nieduży, niezwykle łagodny o bardzo wesołym usposobieniu, wielokrotnie sprawdzony jako pies-terapeuta.

poniżej link do galerii google z przykładowymi zdjęciami cavaliera http://images.google.pl/i...lier+king&gbv=2

polecam Ci również stronę fundacji DOGTOR gdzie znajdziesz kilka Cavalierów - psich-terapeutów: http://www.dogtor.iq.pl/psy.php

Na koniec opowiem Ci jeszcze jedną historię. Poznałam kiedyś małą dziewczynkę. Dziewczynka miała 8 lat, na imię Dominika, i cierpiała na czterokończynowe porażenie mózgu, bardzo kiepsko chodziła, prawą rączkę miała zupełnie niesprawną, lewą operowała słabo.
Była śliczną blondyneczką, z wiecznie smutną buzią. Świat jest okrutny i nie cierpi "odmieńców" (przepraszam za to słowo). Dominika wielokrotnie spotykała się z okrucieństwem ze strony dzieci i (!!!) dorosłych. Potrafili krzyczeć za nią "ty kaleko", dzieci potrafiły ją popychać, ona się przewracała a one tylko się śmiały. To doprowadziło do tego, że nie chciała wychodzić z domu, nie chciała ćwiczyć, zamykała się w sobie...
Pewnego dnia, za namową lekarza rodzice postanowili kupić jej pieska - miał to być mały piesek, z grupy psów do towarzystwa - wybór padł na Maltańczyka.
Długo to trwało jednak efekty dały o sobie znać ...
Początkowo z psiakiem na dwór wychodził brat Dominiki, czesał tylko jej tata, a Dominisia powoli uczyła się opieki nad swoim psem. Po pewnym czasie jednak Dominika zaczęła się buntować, że to przeciez JEJ pies!
Dominika chciała sama wychodzić ze swoim pieskiem, prowadzić go na smyczy, czesać. W niedługim czasie na jej twarzy coraz częściej widniał uśmiech bo już nikt nie wołał "ty kaleko" lecz "och, ale masz ślicznego pieska!"
Gdy poznałam Dominikę jej prawa rączka była już bardzo sprawna - bo tylko ona chciała czesać swojego pieska, co do lewej - - w końcu jakoś trzeba było trzymać smycz - prawie całkowita sprawność ...
Teraz Dominika ma kilkanaście lat, jest wiecznie uśmiechniętą blondyneczką i mistrzynią w pływaniu

Pozdrawiam!



Temat: Niewidoma psycholog toczy bój z przepisami
Życie niepełnosprawnych to ciągła walka
środa 8 października 2008 23:21
Stoczyła walkę z pracownikami warszawskiego Metra, potem pokonała McDonald’s i nauczyła się kłócić z ochroniarzami wielkich hipermarketów. Ale bywa, że i tak się poddaje. "Czasem mam dość robienia zakupów, bo wiem, że będzie awantura" - mówi DZIENNIKOWI niewidoma psycholog Jolanta Kramarz. Przedmiotem jej codziennej walki jest labrador Read - jej pies przewodnik, z którym do wielu miejsc nie może wejść. Dlaczego? Bo prawo nie wie, co to "pies przewodnik".

Kramarz zyskała niedawno rozgłos po tym, jak pozwała sieć supermarketów Carrefour, gdzie odmówiono wpuszczenia jej z Readem. Według jej prawnika mecenasa Aleksandra Woźnickiego zachowanie ochroniarza, który wyprosił kobietę, było aktem dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność. Jolanta Kramarz żąda teraz 25 tys. zł odszkodowania, które miałoby być wpłacone na rzecz fundacji zajmującej się szkoleniem psów przewodników.

W środowym DZIENNIKU przytaczaliśmy najbardziej absurdalne przykłady polskiego prawa wymienione w powstającej "Czarnej księdze dyskryminacji osób niepełnosprawnych". Nierozróżnianie psa przewodnika i zwykłego domowego pupilka to jeden z najbardziej rażących przykładów. W sprawie pani Kramarz pierwsza rozprawa ma się odbyć pod koniec października.

SYLWIA CZUBKOWSKA: Pamięta pani swoją pierwszą poważną drakę o psa przewodnika?
JOLANTA KRAMARZ*: To było w metrze warszawskim. Wyobraża sobie pani, że przez megafon mnie zrugano: "Panią z pieskiem prosimy o opuszczenie wagonu lub założenie psu kagańca". A Read, mój labrador, to przecież nie jest żaden piesek, tylko przewodnik, któremu kaganiec przeszkadza w pracy. Zawsze zresztą nosi specjalne szelki z opisem, jaką funkcję wykonuje. Tak mnie zdenerwowała ta sytuacja, że napisałam list do zarządu Metra ze szczegółowym wytłumaczeniem różnicy między "pieskiem" a psem przewodnikiem.

Często jest pani wypraszana z powodu psa?
Nagminnie, do tego stopnia, że jak jestem już naprawdę zmęczona i nie mam siły na kolejne starcia z ochroniarzami, to wolę kombinować jedzenie z tego, co mam w domu, niż iść do sklepu. Z reguły jednak twardo obstaję przy swoim i, jak trzeba, ostro wykłócam się z ochroniarzami. Mam w tym zresztą wprawę.

Widzą panią w ciemnych okularach prowadzoną przez psa i co mówią?
Na przykład, że już mieli do czynienia z niewidomymi, ale żaden nie był tak uparty. Mam wrażenie, że chyba trochę boją się ostro kłócić z kobietą, i do tego niewidomą. Najczęściej są mocno zaskoczeni tym, że się stawiam.

Ale nie popuszczają?
Często nie. Wyrzucano lub próbowano mnie wyrzucić wielokrotnie: ze sklepów, i to nie tylko spożywczych, ale także ze sklepów z ubraniami, z drogerii, restauracji, a nawet zdarzyło mi się być wyproszoną z gabinetu lekarza okulisty. Niedawno taksówkarz nie chciał mnie podwieźć z psem, choć wcześniej zamawiając samochód, zawiadamiałam, że będę jechała z psem przewodnikiem. Kierowca zażyczył sobie jednak ochronnego koca dla Reada.

A jakieś sukcesy?
Czasem są. W jednym z McDonaldów problemy powtarzały się kilkakrotnie, ale ostatecznie dostałam oficjalne pismo z przeprosinami od kierownika placówki. Nie dałam się też kilka tygodni temu wyrzucić z plaży. Ochroniarz poddał się, gdy zażądałam, by wezwał policję.

Dlaczego pozwała pani akurat Carrefour?
Oni to już naprawdę przegięli. Przygotowana na taką sytuację szłam do sklepu z odpisem załącznika do uchwały Rady m.st. Warszawy, który opisuje podobne sytuacje i uznaje prawo niewidomym do wejścia z psem do miejsc publicznych. Ochroniarza to jednak nie interesowało, podobnie jak dyrektora sklepu.

Uchwała ich nie zainteresowała?
Usłyszałam, że sklep to teren prywatny i nie muszą mnie wpuścić. Więc ja też się zaparłam i postanowiłam, że nie odpuszczę.

Jakie szanse daje pani sobie na zwycięstwo?
Mam niestety przeczucie, że mogę nie wygrać, bo przecież prawa dosłownie nie złamali. Ale nie o samą wygraną tu chodzi, tylko o pokazanie, do jakich kuriozalnych sytuacji dochodzi w życiu osoby niepełnosprawnej.

*Jolanta Kramarz, ma 38 lat, jest niewidoma od 14. roku życia. Jest psychologiem i prezesem fundacji Vis Maior

Sylwia Czubkowska
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article248975/Zycie_niepelnosprawnych_to_ciagla_walka.html



Temat: Weterynarze: uważajcie na psy zza granicy
Weterynarze: uważajcie na psy zza granicy

Podróbki rasowych psów są kilka razy tańsze od zwierząt z rodowodami. Po zniesieniu kontroli granicznych handlarze masowo przywożą takie zwierzęta z Czech i ze Słowacji.
W internecie można znaleźć dziesiątki ogłoszeń: sprzedam yorki, beagle, labradory lub inne modne rasy bez rodowodu. Najczęściej podany jest tylko numer telefonu komórkowego. Sprzedający nigdy nie zapraszają kupujących do domu, umawiają się z nimi na odbiór szczeniaka np. pod bielskimi supermarketami. Cena nie jest wygórowana, za psa życzą sobie przynajmniej o połowę mniej, niż zazwyczaj kosztuje taki pies z rodowodem.

Po zniknięciu kontroli na granicy szczeniaki coraz częściej przywożone są na handel z Czech i ze Słowacji - tam zwierzęta zawsze były tańsze. Weterynarze ostrzegają: takie psy często przyjeżdżają do Polski chore. Pochodzą z masowych hodowli, często trzymane były w złych warunkach, nawet w przydomowych klatkach, a w dodatku nie są szczepione ani odrobaczone. Nic dziwnego, że często zaraz po zakupie padają.

Niedawno do jednego z weterynarzy zgłosiła się kobieta, która pod supermarketem kupiła beagle'a. Od elegancko ubranych, bardzo sympatycznych ludzi, którzy nie wzbudzili w niej żadnych podejrzeń. Jednak zaraz po zakupie pies zachorował na parwowirozę, by go ratować, właścicielka musiała wziąć w banku kredyt. Takich przypadków jest więcej.

- Leczyłem np. ratlerka, bardzo zarobaczonego i chorego na nosówkę, niestety, bezskutecznie - opowiada Krzysztof Śliwa, weterynarz z Bielska-Białej.

Choroby to niejedyny problem z kupowanymi od przypadkowych handlarzami szczeniakami. Czasami okazuje się, że to mieszańce. Śliwa przypomina sobie psa, który został sprzedany jako labrador, a był krzyżówką z bokserem.

Odnaleźć nieuczciwych sprzedawców to jak szukać igły w stogu siana. Podany przez nich numer telefonu przestaje działać.

Podobne sygnały docierają także do organizacji zajmujących się ratowaniem zwierząt. Przywożone zza południowej granicy psy przewożone są w fatalnych warunkach, np. szpikuje się je środkami uspokajającymi, żeby nie sprawiały kłopotów w podróży. Sprzedaje się je potem w całej Polsce.

- Bardzo trudno komukolwiek coś udowodnić. Próbowaliśmy nawet zrobić prowokację i kupić takiego psa, ale mężczyzna, który miał go przywieźć, najwyraźniej coś zaczął podejrzewać, bo nie pojawił się w umówionym miejscu i przestał odbierać telefony - mówi Joanna Zaremba, szefowa katowickiej Fundacji For Animals.

Krzysztof Kukla, instruktor szkolenia psów Związku Kynologicznego w Polsce i członek bielskiego zarządu związku, mówi, że jest tylko jeden sposób na rozwiązanie tego problemu: ostrzeganie ludzi przed kupowaniem psów od przygodnych sprzedawców.

- Przecież chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby w taki sposób kupić np. samochód, a tu chodzi o psa, żywą istotę - podkreśla Kukla. - Jeśli ktoś kupuje psa od hodowcy zrzeszonego w związku i ma z nim jakieś kłopoty, mamy możliwość interwencji. Handlarze są natomiast poza kontrolą - dodaje.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice



Temat: Labrador w paczce!!!!!!
"Gazeta Wyborcza"
Sąd uniewinnił lekarzy, którzy wysłali psa pocztą

Marcin Pietraszewski
2006-09-13, ostatnia aktualizacja 2006-09-13 20:39

Katowicki sąd uniewinnił lekarzy, którzy wysłali pocztą małego szczeniaka. Po 16-godzinnej podróży zwierzę zdechło. - To nie ich wina, skoro poczta zgodziła się przyjąć psa w kartonie - uznali sędziowie. Ich decyzja jest prawomocna.
Adam i Ewa D., lekarze z Katowic, kupili siedmiotygodniowego labradora Frodo w hodowli pod Toruniem. Zapłacili za niego 2 tys. zł i odebrali osobiście. Trzy tygodnie później stwierdzili, że zwierzę ma zgrubienie na ogonie i nie nadaje się na wystawy. Hodowca odmówił przyjęcia psa, więc lekarze zapakowali Frodo do kartonu o wymiarach 67x53x43 [zgodnie z przepisami zwierzęta można przesyłać wyłącznie w koszach lub skrzyniach - przyp. autora] i odesłali do Torunia pocztą. Po 16-godzinnej podróży wycieńczony szczeniak zdechł.

Katowicka prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Adamowi i Ewie D. przedstawiono zarzuty spowodowania zbędnego cierpienia i narażenia szczeniaka na stres. W lutym tego roku sąd uznał ich winę i nakazał wpłacenie nawiązki na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Po ogłoszeniu wyroku ta sama prokuratura, która oskarżyła lekarzy, złożyła apelację, w której domagała się ich uniewinnienia. Śledczy uznali, że sąd popełnił błędy w ustaleniach. Ich zdaniem lekarze nie posiadali wiedzy o hodowli małych psów, a fakt niedostosowania opakowania nie może decydować o ich winie.

We wtorek Sąd Okręgowy w Katowicach przyznał prokuraturze rację i uniewinnił lekarzy.

- Skoro poczta zgodziła się przyjąć psa w kartonie i ponosić za niego odpowiedzialność, to lekarze nie mogą ponieść odpowiedzialności za to, co się stało - podkreślała sędzia Teresa Truchlińska-Babiracka, rzeczniczka prasowa katowickiego sądu. Decyzja w tej sprawie jest prawomocna.

Prokurator Tomasz Tadla, rzecznik katowickiej prokuratury, nie ukrywał w środę zadowolenia z takiego orzeczenia sądu.

- Jeżeli wyrok nie odpowiada wymogom formalnym, to należy go apelować, nawet gdy jest dla nas korzystny. Tak będzie też w innych sprawach - zapowiedział w środę.

Profesor Zbigniew Hołda, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, był natomiast zaskoczony takim obrotem sprawy.

- Wina pracowników poczty nie zwalnia z odpowiedzialności lekarzy, którzy wysłali zwierzę w taką podróż. Sąd zachował się dziwnie - tłumaczył profesor.

- Wyrok jest oburzający - mówiła Danuta Mikusz-Oslislo, działaczka Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Jest przekonana, że lekarze nie chcieli śmierci szczeniaka. - Każdy trzeźwo myślący człowiek powinien jednak wiedzieć, czym taka podróż może się skończyć - dodała.

Na tym sprawa lekarzy się jednak nie kończy. Komisja etyki Śląskiej Izby Lekarskiej, która badała przypadek Frodo, uznała, że małżonkowie D. doprowadzili zwierzę do zbędnego cierpienia. Ich zachowanie określono jako naganne i sprawę przekazano do rzecznika dyscyplinarnego.

- Nie jest on związany orzeczeniem sądu powszechnego i może skierować sprawę na posiedzenie sądu dyscyplinarnego. Na razie czeka jednak na materiały - powiedziała nam Katarzyna Strzałkowska, rzeczniczka Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach.



Temat: Uważajcie na psy zza granicy
Wrzucam tak do poczytania:

Podróbki rasowych psów są kilka razy tańsze od zwierząt z rodowodami. Po zniesieniu kontroli granicznych handlarze masowo przywożą takie zwierzęta z Czech i ze Słowacji.
W internecie można znaleźć dziesiątki ogłoszeń: sprzedam yorki, beagle, labradory lub inne modne rasy bez rodowodu. Najczęściej podany jest tylko numer telefonu komórkowego. Sprzedający nigdy nie zapraszają kupujących do domu, umawiają się z nimi na odbiór szczeniaka np. pod bielskimi supermarketami. Cena nie jest wygórowana, za psa życzą sobie przynajmniej o połowę mniej, niż zazwyczaj kosztuje taki pies z rodowodem.

Po zniknięciu kontroli na granicy szczeniaki coraz częściej przywożone są na handel z Czech i ze Słowacji - tam zwierzęta zawsze były tańsze. Weterynarze ostrzegają: takie psy często przyjeżdżają do Polski chore. Pochodzą z masowych hodowli, często trzymane były w złych warunkach, nawet w przydomowych klatkach, a w dodatku nie są szczepione ani odrobaczone. Nic dziwnego, że często zaraz po zakupie padają.

Niedawno do jednego z weterynarzy zgłosiła się kobieta, która pod supermarketem kupiła beagle'a. Od elegancko ubranych, bardzo sympatycznych ludzi, którzy nie wzbudzili w niej żadnych podejrzeń. Jednak zaraz po zakupie pies zachorował na parwowirozę, by go ratować, właścicielka musiała wziąć w banku kredyt. Takich przypadków jest więcej.

- Leczyłem np. ratlerka, bardzo zarobaczonego i chorego na nosówkę, niestety, bezskutecznie - opowiada Krzysztof Śliwa, weterynarz z Bielska-Białej.

Choroby to niejedyny problem z kupowanymi od przypadkowych handlarzami szczeniakami. Czasami okazuje się, że to mieszańce. Śliwa przypomina sobie psa, który został sprzedany jako labrador, a był krzyżówką z bokserem.

Odnaleźć nieuczciwych sprzedawców to jak szukać igły w stogu siana. Podany przez nich numer telefonu przestaje działać.

Podobne sygnały docierają także do organizacji zajmujących się ratowaniem zwierząt. Przywożone zza południowej granicy psy przewożone są w fatalnych warunkach, np. szpikuje się je środkami uspokajającymi, żeby nie sprawiały kłopotów w podróży. Sprzedaje się je potem w całej Polsce.

- Bardzo trudno komukolwiek coś udowodnić. Próbowaliśmy nawet zrobić prowokację i kupić takiego psa, ale mężczyzna, który miał go przywieźć, najwyraźniej coś zaczął podejrzewać, bo nie pojawił się w umówionym miejscu i przestał odbierać telefony - mówi Joanna Zaremba, szefowa katowickiej Fundacji For Animals.

Krzysztof Kukla, instruktor szkolenia psów Związku Kynologicznego w Polsce i członek bielskiego zarządu związku, mówi, że jest tylko jeden sposób na rozwiązanie tego problemu: ostrzeganie ludzi przed kupowaniem psów od przygodnych sprzedawców.

- Przecież chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby w taki sposób kupić np. samochód, a tu chodzi o psa, żywą istotę - podkreśla Kukla. - Jeśli ktoś kupuje psa od hodowcy zrzeszonego w związku i ma z nim jakieś kłopoty, mamy możliwość interwencji. Handlarze są natomiast poza kontrolą - dodaje.

http://wiadomosci.gazeta....69,5138537.html



Temat: Targi ZOOMARKET (7-9 września Warszawa)
Ja na kundlach nie byłam. Niestety, chociaż bardzo chciałam toi zobaczyć. Zamiast tego pojechałam zobaczyć tę samiczkę z warszawskiego sklepu na Miedzianej. Niestety, wg tego co mówiła właścicielka, samica nie jest raczej pokojowo nastawiona (nic dziwnego jak o dwóch lat siedzi zamknięta w terrarium ) mniej więcej mówiła tak, że ona sobie nie da w kaszę dmuchać (to nie cytat)
A tak mi jej szkoda, jest bardzo gruba, bo podobno je mieszankę a nie ma w ogóle ruchu...Ale nie mogę jej wziąć

Jak wyszłam ze sklepu to pojechałam na targi, ale to już było po wyborach kundli i tych wszystkich konkursach.
Ale mimo to było co zobaczyć, m.in. wystawę kotów rasowych. Nie znam się na kotach, tymbardziej rasowych i muszę przyznać, że robiły wrażenie - zwłaszcza wielkie maine-coony.
Prócz tego była wystawa gadów (głównie węży, ale nie było podpisów co jest co, ale przeważały małe) wystawa świnek morskich (obłęd w ciapy ) i wystawa akwarystyczna.
Wiem, że to nie zoo, ale mogli popodpisywać poszczególne rasy/gatunki (tak jak na kociej wystawie) bo taki laik jak ja to nie wiedział na co patrzy. Ale ostatecznie można się było dopytać, wystawcy z chęcią opowiadali o swoich podopiecznych.

Były też króliki, raczej w formie ciekawostki. Pojawiły się przy dwóch stoiskach: Versele-laga i przy jakimś mi nieznanym. Przy pierwszym króliczki jak stwierdziła Ais w wieku 8 tyg. miały fajnie urządzoną zagródkę (drewniane tuneliki, "podesty" i takie tam) IMO płotek był niski (ze 30cm, ale stał tam facet i pilnował - w piątek nikogo nie było)
Przy drugim stoisku króliczki (na oko 5 tyg) trzymane były w dużej (100cm) klatce, ale gdyby nie natychmiastowa reakcja Ais nie miałyby sianka, wody, pokarmu.

Ze zwierząt, które można było zobaczyć na targach należałoby wymienić wszelkiej maści ptactwo od gołębi po kakadu i psich terapeutów, którzy krzątali się między stoiskami (te które głaskałam to były: labrador, jamnik szorstkowłosy i gończy polski, a więc óżne różniaste)

Targi miały głównie na celu prezentację firm czy nowych produktów. Z nowinek rynkowych: pojawiło się przyrządzenie, które o zaprogramowanej godzinie "podaje" zwierzęciu odpowiednią ilość pokarmu. Wygląda to tak:


Ja sama nakupowałam sporo rzeczy. Ceny nie wiele (albo wcale) różniły się od tych sklepowych, ale zawsze dostawałam coś gratis.
Np. przy zakupie czerwonej bandany (bardzo mi na niej zależało) dla mojego ON-ka ze stoiska pisma "Mój pies" dostałam gratis jeden egzemplarz magazynu i poradnik na temat pierwszej pomocy u psów.
To samo było przy stoisku Versele-Laga - kupiłam Duffy'emu granulat CC a do tego dostałam piękną puszkę na tę oto karmę (naprawdę jest śliczna, są na niej różne króliki i w ogóle ) i teczkę w kwiatki.

Odwiedziłam jeszcze stoisko fundacji Viva, gdzie podpisałam kilka petycji i odrobinę wspomogłam pieniężnie tę właśnie fundację (dostałam za to piękny kubeczek z osiołkiem)

Ogólnie było bardzo sympatycznie, wystawcy byli uprzejmi, chętni do rozmowy (w szczególności zapadły mi w pamięć stoisku Animalii z panią z niebieskimi włosami , stoisko Palucha, stosiko Versele-laga i of course stoisko SPK, gdzie spędziłam najwięcej czasu)

Podsumowując warto było się wybrać

[ Dodano: 2007-09-09, 19:09 ]



Temat: Rodowodowy=Rasowy
W katowickim wydaniu Wyborczej znalazłam ciekawy artykuł:

Weterynarze: uważajcie na psy zza granicy
Ewa Furtak
2008-04-20, ostatnia aktualizacja 2008-04-20 20:38

Podróbki rasowych psów są kilka razy tańsze od zwierząt z rodowodami. Po zniesieniu kontroli granicznych handlarze masowo przywożą takie zwierzęta z Czech i ze Słowacji.
W internecie można znaleźć dziesiątki ogłoszeń: sprzedam yorki, beagle, labradory lub inne modne rasy bez rodowodu. Najczęściej podany jest tylko numer telefonu komórkowego. Sprzedający nigdy nie zapraszają kupujących do domu, umawiają się z nimi na odbiór szczeniaka np. pod bielskimi supermarketami. Cena nie jest wygórowana, za psa życzą sobie przynajmniej o połowę mniej, niż zazwyczaj kosztuje taki pies z rodowodem. Po zniknięciu kontroli na granicy szczeniaki coraz częściej przywożone są na handel z Czech i ze Słowacji - tam zwierzęta zawsze były tańsze. Weterynarze ostrzegają: takie psy często przyjeżdżają do Polski chore. Pochodzą z masowych hodowli, często trzymane były w złych warunkach, nawet w przydomowych klatkach, a w dodatku nie są szczepione ani odrobaczone. Nic dziwnego, że często zaraz po zakupie padają. Niedawno do jednego z weterynarzy zgłosiła się kobieta, która pod supermarketem kupiła beagle'a. Od elegancko ubranych, bardzo sympatycznych ludzi, którzy nie wzbudzili w niej żadnych podejrzeń. Jednak zaraz po zakupie pies zachorował na parwowirozę, by go ratować, właścicielka musiała wziąć w banku kredyt. Takich przypadków jest więcej.

- Leczyłem np. ratlerka, bardzo zarobaczonego i chorego na nosówkę, niestety, bezskutecznie - opowiada Krzysztof Śliwa, weterynarz z Bielska-Białej.

Choroby to niejedyny problem z kupowanymi od przypadkowych handlarzami szczeniakami. Czasami okazuje się, że to mieszańce. Śliwa przypomina sobie psa, który został sprzedany jako labrador, a był krzyżówką z bokserem.

Odnaleźć nieuczciwych sprzedawców to jak szukać igły w stogu siana. Podany przez nich numer telefonu przestaje działać.

Podobne sygnały docierają także do organizacji zajmujących się ratowaniem zwierząt. Przywożone zza południowej granicy psy przewożone są w fatalnych warunkach, np. szpikuje się je środkami uspokajającymi, żeby nie sprawiały kłopotów w podróży. Sprzedaje się je potem w całej Polsce.

- Bardzo trudno komukolwiek coś udowodnić. Próbowaliśmy nawet zrobić prowokację i kupić takiego psa, ale mężczyzna, który miał go przywieźć, najwyraźniej coś zaczął podejrzewać, bo nie pojawił się w umówionym miejscu i przestał odbierać telefony - mówi Joanna Zaremba, szefowa katowickiej Fundacji For Animals.

Krzysztof Kukla, instruktor szkolenia psów Związku Kynologicznego w Polsce i członek bielskiego zarządu związku, mówi, że jest tylko jeden sposób na rozwiązanie tego problemu: ostrzeganie ludzi przed kupowaniem psów od przygodnych sprzedawców.

- Przecież chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby w taki sposób kupić np. samochód, a tu chodzi o psa, żywą istotę - podkreśla Kukla. - Jeśli ktoś kupuje psa od hodowcy zrzeszonego w związku i ma z nim jakieś kłopoty, mamy możliwość interwencji. Handlarze są natomiast poza kontrolą - dodaje.

Coś się jednak dzieje w temacie i coraz więcej osób dostrzega problem.



Temat: 1
PRAWDZIWE RYDZYKI i ich organy ujadają a Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra po raz trzynasty!

*****

Kraj
XIII Finał WOŚP: Kwestować będzie 120 tys. wolontariuszy
PAP, mat / 2005-01-09 00:01:00
Blisko 120 tys. wolontariuszy będzie kwestować w niedzielę w całej Polsce na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zbiórki będą prowadzone także m.in. w Atenach, Wiedniu, Sztokholmie, Berlinie oraz w obozach wojskowych w Iraku.

Pieniądze zebrane podczas XIII Finału Wielkiej Orkiestry mają być przeznaczone na zakup sprzętu diagnostycznego w neonatologii (leczeniu noworodków i wcześniaków) i pediatrii.

Na licytacje, które rozpoczęły się przed kilkoma dniami, wystawiono ponad 5 tys. przedmiotów. Są wśród nich m.in. honorowy tytuł kasztelana zamku w Łęczycy, koszulka Ronaldo z jego autografem, buty napastnika Realu Madryt - Raula oraz... most w Ostródzie. Zwycięzca licytacji będzie miał prawo do umieszczenia własnego imienia na znajdującej się na tym moście tablicy.

Niektóre licytacje, zwłaszcza te internetowe (www.aukcje.wosp.org.pl), już trwają, inne odbędą się w niedzielę. I tak w Tychach wystawiona zostanie 11-metrowa rzeźba z siedmiu sprasowanych samochodów, a w Kielcach - 20-letni tramwaj, którym jeździli dotychczas mieszkańcy Krakowa. Na kieleckiej licytacji znajdą się także: 40-letnia skoda octavia i 30-letni strażacki star.

W akcję włączą się też celnicy, którzy będą kwestować na przejściach granicznych, a na licytację wystawią 9-dniowego szczeniaczka - labradora Sylwestra - psa-celnika z Białej Podlaskiej.

Celnicy i żołnierze będą także sprzedawać grochówkę wojskową za symboliczną złotówkę. W wielu miastach, m.in. w Gdyni, Świnoujściu, Ustce i Rzeszowie, zaplanowano koncerty orkiestr wojskowych. Poza tym w Gdyni wystąpią m.in. Golden Life, Kasia Klich i Michał Milowicz; a w Tychach - Jan Borysewicz, Robert Janowski i Marek Kościkiewicz. Wieczorem w wielu miastach odbędą się pokazy sztucznych ogni.

Na późny wieczór zaplanowano finałową licytację złoto-srebrnych medali i 100 złotych kart telefonicznych, numerowanych i opatrzonych certyfikatem.

Jak podaje Wielka Orkiestra na swojej stronie internetowej, wpłat można dokonywać nie tylko do puszek, ale także na konto fundacji PEKAO SA VIII O/WARSZAWA 36 1240 1112 1111 0010 0017 7226 za pomocą karty elektronicznej. Można też wysłać sms-a na numer 7547, kupić melodyjkę lub tapetę do telefonu pod numerem 7647 oraz skorzystać z systemu audiotele 0-400-407-400. (W Polsce - jak napisała sobotnia "Rzeczpospolita" sms wysyłane w celach charytatywnych opodatkowane są 22-proc. VAT-em).

Przebieg XIII Finału relacjonowany będzie na antenach Polskiego Radia - Jedynki, Trójki i radia BIS oraz Telewizji Polskiej - programu II, TV Polonia oraz 16 oddziałów terenowych TVP.

Jak podaje WOŚP w ciągu dwunastu dotychczasowych finałów zebrano ponad 53 mln 616 tys. dolarów. Zakupiono za nie blisko 16 tys. urządzeń medycznych dla szpitali i placówek zdrowotnych w całej Polsce.

VIDE:




Temat: Ozzy-przyłącz się do akcji!
Sąd uniewinnił lekarzy, którzy wysłali psa pocztą

Katowicki sąd uniewinnił lekarzy, którzy wysłali pocztą małego szczeniaka. Po 16-godzinnej podróży zwierzę zdechło. - To nie ich wina, skoro poczta zgodziła się przyjąć psa w kartonie - uznali sędziowie. Ich decyzja jest prawomocna.
Adam i Ewa D., lekarze z Katowic, kupili siedmiotygodniowego labradora Frodo w hodowli pod Toruniem. Zapłacili za niego 2 tys. zł i odebrali osobiście. Trzy tygodnie później stwierdzili, że zwierzę ma zgrubienie na ogonie i nie nadaje się na wystawy. Hodowca odmówił przyjęcia psa, więc lekarze zapakowali Frodo do kartonu o wymiarach 67x53x43 [zgodnie z przepisami zwierzęta można przesyłać wyłącznie w koszach lub skrzyniach - przyp. autora] i odesłali do Torunia pocztą. Po 16-godzinnej podróży wycieńczony szczeniak zdechł.

Katowicka prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Adamowi i Ewie D. przedstawiono zarzuty spowodowania zbędnego cierpienia i narażenia szczeniaka na stres. W lutym tego roku sąd uznał ich winę i nakazał wpłacenie nawiązki na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Po ogłoszeniu wyroku ta sama prokuratura, która oskarżyła lekarzy, złożyła apelację, w której domagała się ich uniewinnienia. Śledczy uznali, że sąd popełnił błędy w ustaleniach. Ich zdaniem lekarze nie posiadali wiedzy o hodowli małych psów, a fakt niedostosowania opakowania nie może decydować o ich winie.

We wtorek Sąd Okręgowy w Katowicach przyznał prokuraturze rację i uniewinnił lekarzy.

- Skoro poczta zgodziła się przyjąć psa w kartonie i ponosić za niego odpowiedzialność, to lekarze nie mogą ponieść odpowiedzialności za to, co się stało - podkreślała sędzia Teresa Truchlińska-Babiracka, rzeczniczka prasowa katowickiego sądu. Decyzja w tej sprawie jest prawomocna.

Prokurator Tomasz Tadla, rzecznik katowickiej prokuratury, nie ukrywał w środę zadowolenia z takiego orzeczenia sądu.

- Jeżeli wyrok nie odpowiada wymogom formalnym, to należy go apelować, nawet gdy jest dla nas korzystny. Tak będzie też w innych sprawach - zapowiedział w środę.

Profesor Zbigniew Hołda, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, był natomiast zaskoczony takim obrotem sprawy.

- Wina pracowników poczty nie zwalnia z odpowiedzialności lekarzy, którzy wysłali zwierzę w taką podróż. Sąd zachował się dziwnie - tłumaczył profesor.

- Wyrok jest oburzający - mówiła Danuta Mikusz-Oslislo, działaczka Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Jest przekonana, że lekarze nie chcieli śmierci szczeniaka. - Każdy trzeźwo myślący człowiek powinien jednak wiedzieć, czym taka podróż może się skończyć - dodała.

Na tym sprawa lekarzy się jednak nie kończy. Komisja etyki Śląskiej Izby Lekarskiej, która badała przypadek Frodo, uznała, że małżonkowie D. doprowadzili zwierzę do zbędnego cierpienia. Ich zachowanie określono jako naganne i sprawę przekazano do rzecznika dyscyplinarnego.

- Nie jest on związany orzeczeniem sądu powszechnego i może skierować sprawę na posiedzenie sądu dyscyplinarnego. Na razie czeka jednak na materiały - powiedziała nam Katarzyna Strzałkowska, rzeczniczka Śląskiej Izby Lekarskiej w Katowicach.

Marcin Pietraszewski - Gazeta w Katowicach

źródło

Sam bym ich chętnie wysłał pocztą w opakowaniu...




Strona 2 z 3 • Znaleźliśmy 153 wyników • 1, 2, 3